poniedziałek, 24 września 2012

6 lat później...

6 lat temu była niedziela i był to ostatni dzień wakacji dla Franka. W poniedziałek poszedł do nowej szkoły, poznał nowych kolegów i koleżanki, a my w lekkim stresie zastanawialiśmy się jak to będzie, jak sobie poradzi, jak chociażby się porozumie, bo przecież szkoła była irlandzka, a Franek prawie słowa po angielsku nie umiał. Oczywiście okazało się, że sobie poradził, po kilku godzinach wyszedł z klasy z uśmiechem i następnego dnia chciał wracać. No i do dziś nie wiemy kto przeżył większy stres, my czy on.
Tak w skrócie wyglądał jeden z tych naszych "początków", kiedy 6 lat temu stawialiśmy pierwsze kroki na irlandzkiej ziemi jako imigranci. Ten właśnie dzień często mi się przypomina, kiedy teraz z tej samej klasy, w której Franek zaczynał przygodę ze szkołą w Irlandii, obieramy Zuzkę. Wtedy siedziała jeszcze w brzuchu u mamy zupełnie nieświadoma swojej przyszłości.
Podobnie zresztą i my tej przyszłości byliśmy nieświadomi, nie mieliśmy pojęcia o tym co będziemy robić, gdzie nas rzuci los i jak się potoczą nasze emigranckie losy. Nie mieliśmy pojęcia, no bo i skąd, że za 6 lat, zamiast zgodnie z planem już od roku siedzieć w Polsce, będziemy otwierać własne małe firmy, planować dzieciom przyszłość tutaj na irlandzkiej ziemi (choć z tymi planami to wiadomo jak jest), działać na rzecz lokalnej społeczności, poznawać nowych ludzi, kończyć tutaj szkoły i szukać coraz to nowych miejsc do obejrzenia, zwiedzenia i pokazania dzieciom.
Nie mieliśmy pojęcia, nie planowaliśmy aż tak daleko kiedy pod koniec września 2006 lądowaliśmy w Cork. Mieliśmy oczywiście jakiś zarys planu, żeby po pięciu latach wrócić do Polski, ale jak widać plan ten zweryfikowało życie i na razie na częste pytania rodziny czy znajomych "Kiedy wracacie?" odpowiadamy zgodnie, że nie wiemy. Już nie planujemy, chociaż czasami pytamy się nawzajem, czy to na pewno tutaj jest nasze miejsce, czy dobrze robimy, że tutaj jesteśmy. Póki odpowiedzi na oba pytania będą twierdzące, póty zostaniemy.
6 lat później w Knock
Na razie szukamy dla Franka gimnazjum a dla mnie nowych klientów. Na razie zajmujemy się "tu i teraz", chociaż oczywiście nie jest tak, że porzuciliśmy myślenie o przyszłości, o naszych bliskich, którzy zostali w Polsce. Myślimy o was codziennie, tęsknimy równie często, i równie często chcielibyśmy was widywać, albo chociaż słyszeć, dowiadywać się co u was, jak wam się życie plecie, co ważnego się wydarzyło, albo chociaż co jedliście dziś na obiad.
Często mam wyrzuty sumienia, że nie podtrzymuję tych wszystkich kontaktów, które są ważne i cenne. Często wydaje mi się, że będąc bliżej byłoby łatwiej i szybciej. I niezmiennie od sześciu lat dochodzę jednak do wniosku, że nie wiem, i nigdy nie będę wiedział "co by było gdyby...", więc szybko porzucam to myślenie i wracam do "tu i teraz".
A ci co mają być blisko, będą blisko bez względu na wszystko. Ci co mieli odejść, odeszliby pewnie bez względu na fizyczne odległości. Wszystko jest tak jak miało być, nawet jeśli nie idzie zgodnie z naszym planem.
Bo plany są od tego, by je korygować i dostosowywać do rzeczywistości, tak jak my korygujemy i dostosowywujemy nasz od 22 września 2006 roku.

niedziela, 23 września 2012

W sobotę minęło sześć lat jak wylądowaliśmy w Irlandii.
Dzień refleksji. A calutki spędziliśmy na pielgrzymce do Knock.
Relację napisze profesjonalista - student roku, i mój mąż osobisty :)

sobota, 8 września 2012

Wakacje

Za godzinkę będziemy sie rozpakowywać w wynajętej chatce nad oceanem. W nocy, grubo po północy dotrze, daj Boże! Krzysiek z szóstką wytęsknionych Człeniów z Polski ! :) Zapowiada się wyluzowany, rodzinny tydzień.
Po tym całym remoncie, zakończonym wczoraj, i dzisiejszym ukropie sprzątania-pakowania-zakupowania-i-szkoła-w-międzyczasie, to ja jestem definitywnie wykończona.
Dom zostawiamy ogarnięty i daleko mu do połysku tym bardziej wysokiego, to co nie na swoim miejscu czy jeszcze w kartonie przecież nie poucieka!
Trudno mi ukryć ekscytację wyjazdem na tydzień, bo to niecodzienne, ba! niecoroczne wydarzenie.
Klamotów niesamowicie dużo, choć przecież można zawsze po zapomnianą rzecz podjechać do domu, wszak wakacjujemy osiemnaście kilometrów od domu. Samochodem 20 minut, piechotą trzy i pół godzinki.
Papaaaaaaaaaaaaaa!

czwartek, 6 września 2012

Już wrzesień...

Miałam porządnie posprzątać przed przyjazdem gości, ale tak NAPRAWDĘ porządnie, a w czwartek okazało się, że zadecydował nasz landlord o wymianie koloru ścian, wykładzin, chatki ogrodowej, logówki i jeszcze paru drobiazgów. W sobotę rano zabraliśmy się więc z mężyną i Dobrymi Ludźmi do pomalowania. Stan na chwilę obecną to brakuje nam do 100% założeń - pomalowania pokoju Zuziny. Przeżyliśmy malowanie, wymienianie. Dopisywały nam siły, i Dobrzy Ludzie i podarunek istotny przy tym rwetesie jakim jest pogoda. Jest cudne lato, można by rzec, że w końcu nadeszło. Lipiec był najzimniejszy od ... trzydziestu ponad lat, a zsumowane temperatury wakacyjne najniższe od lat dwydziestu sześciu.

Także, jeszcze dnia półtora doczyszczając domowe pielesze, dopierając firany i kapy i....... wizuuuuu wakacje zaczynamy i Janiczki przylatują i synek!

I wyrażam niezwykłe zaskoczenie dla dedykacji mojego męża. Rozumiem to jako pochwałę mojego kursu, i obrania dobrego celu. Pomimo śmieszności, pomimo ostracyzmu towarzyskiego jakiego doświadczaliśmy, pomimo kilku pułapek i manipulacji rodem z podstawówkowych klas, pomimo kontrowersji co do poglądów, pomimo plotek z chorych głów. Ot, takie życie - sztomy i burze, zdrady, i odkrycie fałszu. A rozeszło się o to, że nie każdemu pasuje latarnia i to jaką "wskazuję innym drogę". Przecież nie ludziom chcę się podobać! :P
Niesamowicie dobrana piosenka :)
Dzięki kochanie!

Łatwo jest być dumnym,
gdy wszystko idzie dobrze
gdy każdy się uśmiecha,
a w górze świeci słońce,
ale bitwa nadchodzi
morze czerwone od krwi
okręty idą na dno
następny możesz być Ty
tak trudno mówić prawdę,
która kogoś rani
gdy w oczach widzisz strach
a Wasze serca krwawią,
ale gdy przemówią działa
gdy ołów przetnie powietrze
musisz mieć za plecami
 ludzi twardych i pewnych

Łatwo jest mieć nadzieję,
gdy wszyscy klepią Cię w ramie
gdy jesteś bohaterem
i każdy jest Twoim bratem,
ale zdrada gdy nadciąga,
gdy maske zdejmuje wróg
wszystko zaleją falę,
a morze zmieni się w grób
tak trudno zgodzić się z losem,
który jest nam pisany,
gdy wiesz, że może już jutro
w grobie złożą Twoje ciało,
ale nie martw się bracie
nigdy nie przejmuj się
ważny jest honor i duma,
a nie przeklęta śmierć