wtorek, 29 stycznia 2013

szukając wiosny

W niedzielę wybraliśmy się za miasto. Po raz pierwszy od nie-pamiętam-kiedy, ale przynajmniej od listopada. Nasze podróże małe i duże zakończyliśmy jesienią, a teraz przyszło nam szukać pierwszych śladów wiosny. Inna sprawa, że zimy jako takiej w tym roku nie było nam dane doświadczyć, bo przecież lejący deszcz o każdej porze roku można w Irlandii spotkać, a temperatura ledwo poniżej zera to żaden mróz.
W tak zwanym "międzyczasie" wielkim sukcesem zakończył się Winterval (czyżbym obiecywał kiedyś coś o nim napisać i nie miał na to czasu), dzieci zagrały w Jasełkach (Zuzka wśród dzieci młodszych jako aniołek, a Franek wśród nastolatków jaklo Herod), minęło Boże Narodzenie i gościliśmy Ryśka z Anetą, a potem każdy z nas po kolei się pochorował ( każdy na coś innego).
Zuzka w Jasełkach
Tak to wyglądało w skrócie.

A tak wyglądały nasze poszukiwania wiosny w wietrzną i jeszcze zimną niedzielę.

Pompa, którą miałem w "planach zdjęciowych" od  dawna. Okazało się, że nie działa.

Most przy młynie w Kells, pierwszy raz odwiedzonym podczas podróży poślubnej do Irlandii

Koło wodne w młynie w Kells. Nie działające, podobnie jak pompa powyżej i cały młyn.

Jeszcze kilka dni wcześniej ta trawa była pod wodą spływającą z gór po ulewach.

Ta trawa pod wodą była chyba wczoraj.

Ruiny klasztoru w Kells, ciągle zalane.

Poszukiwany ślad wiosny. Podejrzewam, że za tydzień będzie można tam znaleźć pierwsze kwiatki.

Pompa też nie działa. Pub w tle działa i kiedyś go odwiedzimy.

Młyn w Kells.
A tak poza tym, to jeśli ktoś jeszcze nie wie, to już w maju będzie nas piątka Futraków. Najmłodszy Futrak jest nieco wstydliwy i jeszcze nie wiemy czy będzie Futrakiem czy może jednak Futraczką, ale jak się dowiemy, damy znać.