środa, 27 lutego 2013

Zamki na piasku

Czasami tak jest, że wydaje się, że budujemy relacje z ludźmi, że staramy się, żeby wszystko szło gładko, żeby żadne kamyki nie leżały na drodze, którą wspólnie idziemy. A potem okazuje się, że budowaliśmy zamki na piasku. Przychodzi, nawet nie burza, tylko deszczyk, zawieje, nawet nie huragan, ale zwykły wiaterek i wszystko pada w gruzy, spod których ciężko się wygrzebać.

Wybaczcie ogólnikowość i zagadkowość, nie czas i nie miejsce na szczegóły, a kto wie, ten wie.

Za nami mocno owocny piątek, za nami jeszcze bardziej owocny weekend i za nami najważniejszy chyba poniedziałek. Kilka godzin przegadanych, kilka spraw wyjaśnionych, kilka ciągle w zawieszeniu, a my dalej w drodze. Drodze dokąd? Wierzymy, że we właściwe miejsce. Wierzymy, że kiedy tam dotrzemy będzie dobrze. Zresztą dobrze będzie, bo jak nie będzie dobrze to będzie dobrze inaczej. Walki z rzeczywistością nie zamierzamy prowadzić.

Mówi się, że podróże kształcą. Owszem prawda, ale jeszcze bardziej kształcą ludzie, z którymi te podróże się odbywa. Nawet czasami można powiedzieć, że tacy ludzie kształtują, a przynajmniej próbują. Niekiedy na siłę, niekiedy perswazją, niekiedy zupełnie niezauważalnie. Każdy wpływa na każdego i każdy każdego kształtuje. Najgorzej niestety jak ktoś kształtuje innych tylko w swojej głowie, buduje sobie obraz idealny, lub wprost przeciwnie zdecydowanie negatywny. A jeszcze gorzej jak taki obraz powstanie ze strzępków informacji, z przemielonych przez plotkę fragmentów, ze słów zrozumianych opacznie, ze zdań wyrwanych z kontekstu, z niedopowiedzeń, z niejasności, i wreszcie z przypisania komuś intencji, których nigdy nie było. Niestety najczęściej złych intencji.

Myśmy już przejrzeli się w krzywym zwierciadle. Zobaczyliśmy nasz obraz wykrzywiony groteskowo jak w jakimś dziwnym śnie. Obejrzeliśmy się przez chwilę oczami innych. Miło nie było, ale utwierdziło nas to w jednym: warto rozmawiać.

I za rozmowy dziękujemy. I polecamy się do dalszych.

wtorek, 26 lutego 2013

Jak jubilatka taka impreza

W poprzednią niedzielę w MegaBouce w Mooncoin (a nie w zamku pod Limerick, jak twierdzili niektórzy) Zuzka wraz z gośćmi swoimi szalała do nieprzytomności na nadmuchiwanych zamkach, baloniastych koniach, tronach rozmiaru XXXXXL i innych atrakcjach. Dodatkiem do szaleństw był mały lunch i urodzinowy tort "z królikiem", tym samym królikiem, którego głosem tata Zuzki czasami przemawia.
Przyznać trzeba, że zabawa był przednia, i nawet półgodzinne przedłużenie urodzin nie zapobiegło dąsom i płaczom na koniec. Zuzka ucieszona, obdarowana i zmęczona. Franek zmęczony równie mocno raz szaleństwami z zuzkowymi koleżankami, raz uciekaniem przed nimi.
Ogólnie taka opcja urodzinowa chyba przypadła nam do gustu. Dzieci już w takim wieku mamy, że trudno je w domu zabawić jakoś sensownie przez dłuższy czas. Gości też w takie miejsce więcej zaprosimy, niż do naszego nie tak małego, ale też niezbyt wielkiego domu. No i nie zapominajmy o tym, że sprzątanie po gromadzie szalonych 6-latków to nie przelewki, a w MegaBounce tę niezbyt przyjemną część imprezy można zostawić innym. Oprócz finansowych, same plusy.
A za rok, być może będzie jeszcze inne fajne miejsce na urodzinowe imprezy dla dzieci... Ale o tym na razie cicho sza, żeby nie zapeszyć.
A jak fajnie było w tym roku? Zobaczcie.






nie tylko najmłodsi dobrze się bawili
Za życzenia i prezenty wszystkim dziękujemy. A przede wszystkim dziękujemy za to, że byliście.

A resztę zdjęć obejrzyjcie tutaj.

sobota, 16 lutego 2013

6 lat później

6 lat temu o tej porze byliśmy już rodzicami dwójki dzieci, a Franek miał małą siostrę. Chociaż powiedzenie "małą" o dziecku ważącym po urodzeniu ponad 4kg to lekka przesada.
Niemniej, jak by nie patrzyć, dziś są urodziny Zuzki.

6 lat temu wyglądała tak:
kilka godzin po narodzinach
A dziś rano szykując się do Polskiej Szkoły zgoła inaczej:
okulary jak przystało na kujonkę :)

Oczywiście sukienka jest elementem celebracji urodzin, do których Zuzka szykowała się już od kilku dni, jeśli nie tygodni. Cukierki zostały zakupione i do szkoły zaniesione, a wieczorem podobna akcja będzie powtórzona na warsztatach teatralnych.
No a jutro... Jutro odbędzie się to co Zuzka nazywa "PARTY!", a co myśmy za młodu zwykli nazywać potocznie urodzinami. Goście zaproszeni i potwierdzeni, sala zamówiona (żeby starym rodzicom ulżyć w szykowaniu przed i sprzątaniu po), kreacja też jakaś ustalona i jutro od południa dzieci bawić się będą.
To pierwsza Zuzki impreza urodzinowa poza domem, ale w końcu poważny sześcioletni wiek do czegoś zobowiązuje, nie? No bo skoro już sama szykuje sobie śniadania, sama wiąże buty, czyta książeczki i pisze zaproszenia, to chyba wychodne się jej należy, prawda? Tym bardziej, że liczba zaproszonych gości znacznie przekracza zdolności adaptacyjne naszych skromnych progów i tłum zuzkowych koleżanek i kolegów mógłby owe progi zamienić w pobojowisko.

A jeszcze skoro wspomniałem o śniadaniu, które Zuzka sama sobie robi... to dziś nie musiała robić, bo śniadanie zaserwował nam Franek, który rano wjechał do sypialni z tacą pełną śniadaniowych pyszności. Częściowo w ramach urodzin siostry, częściowo w ramach przeprosin dla rodziców. Smakowicie było tak śniadać w łóżku. 
Dziękujemy Franku!

owsianka, chleb chrupki, krakersy, twarożek, rzodkiewki, sałata, dżemy i herbata,
czyli poranne zdrowe żywienie wg. Franka
 A jeszcze w ramach porównań sześcioletnich, nasze dzieci wtedy i dziś: 



A jubilatce odśpiewajcie w komentarzach gromkie "Sto lat!" :)

wtorek, 5 lutego 2013

zima przyjszła

Szukaliśmy ostatnio wiosny, a tymczasem do Waterford zawitała jakaś namiastka zimy w postaci topniejącego śniegu i deszczy ze śniegiem. Dzieciaki oczywiście miały radochę, kilka śnieżek udało się nawet ulepić, samochód trzeba było "odśnieżyć", no i na trawniku przed domem leżało coś białego co teraz znika w tempie iście ekspresowym.
Generalnie można uznać, że piątego dnia tradycyjnej irlandzkiej wiosny, zima pokazała pazurki. Mocno wprawdzie stępione, ale jak na tutejsze realia to zawsze coś.
A Zuzki pytanie o to czy po szkole ulepimy bałwana najpierw skwitowałem kwaśnym uśmiechem, a potem wyjaśniłem córce, że po szkole to już i po śniegu będzie. Smutek tym faktem spowodowany szybko zniknął przy pierwszej śnieżce rzuconej w kierunku Franka.

Odśnieżanie samochodu to frajda jak się to robi raz na dwa lata

Nierówna walka śniegu z trawą

Acha... zapomniałem dodać, że śnieg pojawił się na życzenie Zuzki właśnie, bo wczoraj wieczorem idąc spać zapytała mnie, czy będzie śnieg, bo ona by chciała. No i proszę. Chciała i ma :)