czwartek, 25 kwietnia 2013

No i jest!!

Mamy domek dla pomidorów i innych roślin.
Kilka zmian koncepcji, kilka nieudanych prób i w końcu jest. Wygląda tak:

Niniejszym dziękuję żonie i synowi za pomoc i idę odpocząć :)

Ważne spotkanie.


Szczególne przed nami przeżywanie.
W niedzielę Zuzki Pierwsza Komunia święta.
To małe dziewcze grubo ponad rok temu umówiło się i parło do tego wyjątkowego Spotkania. Rozstrzygającym, rozeznającym i aprobującym był ksiądz proboszcz i zaczeliśmy przygotowania.
Jednakże, jak może sami wiecie, do tego Spotkania nie potrzeba wiedzy - potrzeba Wiary i Miłości. To doświadczenie tęsknoty z jaką od miesięcy zmierza się Zuzka, mocno wpłynęło na resztę naszej rodziny. Towarzyszyliśmy jej poprzez pytania i odpowiedzi, słuchania jej teologicznych wyjaśnień (sama szuka rozwiązań i to w zagadnieniach moralnych), sama przynosiła modlitwy "Naucz mnie". Było pytań podczas mszy świętych było co niemiara, od sensu po wystrój, po drobiazgi i zasłyszane słowa. Tydzień temu była u pierszej Spowiedzi, a w niedzielę po raz ostatni brała udział w błogosławieństwie dzieci "Bo za tydzień już będzie Komuniaaaaa!!!".
Przygotowaniom towarzyszy troska "żebym ładnie wyglądała i podobała się Jezusowi" bez niezdrowych ekscytacji o których czasem czytamy w prasie, czy słuchamy piąte przez dziesiąte, o kosztach, o strojach, o prezentach...


                         (Mamo, też chce być jak z "Domku na prerii")

I w tym wszystkim może się wydawać, że to jakaś mała zakonnica rośnie czy mistyczka czy nudziara skrzywiona... a to dziecko radosne, z zainteresowaniami jedynie stojącymi w kierunku Boga. Na rysunkach Chrystus, Anioły, "miejsce egzekucji" czyli krzyż i dwa po bokach z łotrami, Zmartwychwstanie i cuda, no i "Jak ja kocham Mojżesza..." starotestamentowi bohaterowie Samson, Rut, Dawid i Adam, Ewa, Aniołowie.


"Diabłów i helołin nie lubimy" ... no i na balu karnawałowym wystąpiła jako Maryja z Dzieciątkiem, zamiast księżniczkowego stroju (który posiada cudny) była w koszuli nocnej, płaszczu i aureoli*

Kochani, jako rodzice prosimy, westchnijcie do Pana o dalsze łaski dla naszych dzieci, Zuzki w tym czasie szczególne, żeby trwała i rozwijała się w przyjaźni z Jezusem, żeby nurt tego świata nie porwał jej i nie zgubił, nie odarł z dziecięcej szczerości, otwartości, ufności. Jako rodzice dostrzegamy tyle ...nienormalności wkraczającej już w świat małych dzieci, i najzwyczajniej po rodzicielsku staramy się to odsuwać, lub wyjaśniać. To też prosimy o łaskę dobrej mowy, doboru słów w rozmowie z dziećmi.

Dla wszystkich, którzy sercem i modliwą będą blisko Zuzki i nas w niedzielę - bardzo dziękujemy. Niech żal i smutek nieobecności nie przysłoni tak na prawdę szczęścia tej sześciolatki ze spotkania z Jezusem. Pamiętamy o Was codziennie i niedługo się spotkamy także świętować wspólnie te kilka zebranych w jedno wspaniałych uroczystości.

* na zdjeciu jak widzicie Maryja jeszcze nie dotarła do Betlejem. Dzieciątko nadal w brzuchu.



poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Przepis

Czytelników, amatorów jakichś smakowitości z kuchni Iwy, którzy weszli tutaj skuszeni tytułem od razu rozczaruję. Dziś z kulinariów będą tylko frytki i to wcale nie smażone przez Iwkę i wcale nie w domu.

Ale do rzeczy.
Dziś podam przepis na szybką wycieczkę, która cieszy całą rodzinę.
W ramach przygotowania szukamy jakiegoś odludnego miejsca, w którym jeszcze nikt z rodziny nie był. Nie musi być daleko, wystarczy, żeby było nieznane i wyglądało na ciekawe. Możemy posiłkować się Google Maps, szczególnie jeśli do wybranego miejsca dojechała kamera Street View. Do naszego nie dojechała.

Jadąc na wybrane miejsce należy prowadzić konwersację ze współtowarzyszami, a przy każdym zjeździe z jakiegoś wzniesienia krzyczeć "Z górki na pazurki!". Między wzniesieniami należy na polach szukać owiec, tudzież innych baranów, a na niebie fajnych chmur.
Po dojechaniu na miejsce najlepiej nie iść w zaplanowaną stronę, tylko w zupełnie inną, żeby już zupełnie wszyscy mieli niespodziankę i nie wiedzieli czego się spodziewać. A spacerując koniecznie trzeba cieszyć się ze wszystkiego, na przykład ze skoku przez strumyk, ze znalezienia rozwalonej boi, ze spotkania z martwym krabem, z ilość kamieni, które koniecznie trzeba wrzucać do wody, i przede wszystkim z tego, że na twarzach współuczestników wyprawy nieustannie gości uśmiech.

Co ważne, widząc zbliżającą się deszczową chmurę, należy zacząć zastanawiać się, czy aby idzie w naszą stronę, czy może przejdzie bokiem. I należy to robić aż do chwili, kiedy lunie deszcze. W wersji alternatywnej można wcale nie zauważyć zbliżającego się deszczu i wyglądać na ogromnie zdziwionego kiedy czapka, bluza i spodnie nagle staną się mokre.
Przed padającym deszczem nie trzeba uciekać w popłochu, ale spokojnie zawrócić i dojść do samochodu bez paniki, po drodze podziwiając jeszcze mokre liście, kamienie i oglądając mokre ubrania innych. (Jak powszechnie wiadomo deszcz moczy szczególnie osobniki przed nim uciekające, natomiast te, które nie okazują paniki na widok wody spadającej z góry mogą liczyć na łagodniejsze traktowanie.)

Wracając do domu (KONIECZNIE!! inną drogą), należy się bardzo mocno zdziwić, że o przysłowiowy rzut beretem znajdują się znajome miejsca, w których można wspomnieć kiedy i z kim się w nich było. I żeby podtrzymać wspomnieniowy nastrój należy zatrzymać się w jednym z takich miejsc (upewniwszy się, że deszcz jednak przeszedł bokiem), wypić coś ciepłego i zaskoczyć wszystkim jakimś niezdrowym, szybkim żarciem (na przykład frytkami, chociaż w cieplejsze dni preferowane są lody).
Siedząc przy napojach i jedzeniu poświęcić dużo czasu na podziwianie widoków, ale jeszcze więcej na rozmowy ze współtowarzyszami podróży. Pod koniec biesiady ucieszyć się niezmiernie kiedy syn powie: "I pomyśleć, że nie chciałem jechać na taką fajną wycieczkę."

Na koniec zapakować wszystkich do samochodu i pamiętając o wyborze alternatywnej drogi powrotnej wrócić po kilku godzinach do domu.

UWAGA!!! Robić dużo zdjęć!
Na przykład takich:







Warto też pamiętać, żeby ćwiczyć mięśnie podnoszące kąciki ust do góry :)

środa, 17 kwietnia 2013

Wszystko rośnie...


Cztery odmiany pomidorów, rzodkiewka, szpinak, trzy rodzaje sałaty, czosnek, jeden seler naciowy i jedna cukinia kulista, brokuł, dwa kalafiory, sześć jarmuży, pory, bób i to dwa rodzaje, fasolka zółta i zielona szparagowa, papryki...
Z ziół i ziółek : rumianek, trawa cytrynowa, stewia, lubczyk, oregano, bazyli dwie odmiany, koper, czomber, estragon, rozmaryn, kocimiętka, szałwia, mięta, majeranek, tymianek, pietruszka naciowa.
Z tropikalnych to czekamy na wykiełkowanie antyrakowej gravioli która będzie drzewem.
Owoce? truskawki, i czerwone porzeczki i agrest (choć marzą mi się poziomki...i poluję nadal na nasionka :)
Kwiaty? A proszę: dwie róże, tuzin irysów, żonkile, mieczyki, smolinosy.
Powyższe na naszych kilkunastu metrach kwadratowych trawnika za domem...i z jest to maksymalne poszerzenie eksperymentu sprzed roku, i uprawa skrzynkowa czyli ... kombinuj człowiecze jak NIE nakarmić powyższym ślimaków. 


No i najzacniejsze z ziarenek : On lub Ona. Ma jeszcze urosnąć z kilkadziesiąt deko. Tuczę więc dziecię maksymalnie, bo nie zapowiada się "masive baby", nie pójdzie w ślady siostry tylko brata. Co ... nie znaczy, że przekonani jesteśmy co do płciowych przeczuć...
Ktoś WIE kogo nam tutaj po-trze-ba :) A my przyjmiemy z utęsknieniem :)
Znamy już termin narodzin - acz nie podamy, zaglądajcie do nas bo to już niedługo :)

piątek, 5 kwietnia 2013

Ciepło, ciepło...

"A wiosna przyszła pieszo..." napisał kiedyś Jan Brzechwa i chyba w tym roku też wiosna idzie piechotą i to okrężną drogą, ale już widać, że jest tuż tuż. Drzewa i krzaki wypuszczają pierwsze pączki, trawa się zdrowo zieleni, i przysłowiowe "wszystko spod ziemi wyłazi".
Wprawdzie od morza wiatr zimny wieje, noce obfitują w przymrozki, a i za dnia słońce mimo bezchmurnego nieba nie rozpieszcza nas upałem, ale już w powietrzu czuć te wiosenne klimaty.
I z góry przepraszam naszych czytelników w zasypanej śniegiem Polsce za to, co zaraz zobaczą, ale mam nadzieję, że da wam to właśnie nadzieję, a nie zdenerwuje za bardzo.

Bo u nas początek wiosny wygląda tak:








Miło, nie?
Najpierw pojechaliśmy na plac zabaw w Passage East, skąd wygonił nas zimny wiatr od morza, a potem schroniliśmy się w bardziej osłoniętych okolicach pubu Jack Meade's, gdzie spotkać można kozy, kucyki, kaczki i inne stworzenia, a przede wszystkim słoneczne i bezwietrzne zakątki.

Potem jeszcze była "Kawa czy herbata" w pubie i powrót do domu na wieczorną sesję z planszówkami, podczas której Iwka na nowo odkryła urok "Pędzących żółwi", które od niedawna mają u nas zupełnie nieoficjalną nazwę "Pierdzących żółwi", a także doczekały się uwiecznienia przez naszą domową artystkę.

A od jutra wracamy do naszej codzienności, czyli zaczynamy polską szkołę, by w poniedziałek już na całego wrócić do realiów szkolnych i codziennego porannego wstawania. Coś czuję, że przestawienie dzieci nie będzie łatwe, chociaż pomocy upatruję w słońcu od rana zaglądającym w okna.

środa, 3 kwietnia 2013

Kaktus mi wyrośnie?

Jako się rzekło, tak się i zrobiło. Z racji przygrzewającego słońca, bezchmurnego nieba i ogólnego dobrego samopoczucia, wczoraj całą rodziną wybiegliśmy radośnie do naszego skromnego ogródka i jeszcze bardziej przystosowaliśmy go do produkcji warzywno-owocowo-zielarskiej.
Ilość zakupionej w tym sezonie irlandzkiej ziemi sytuuje nas już chyba w kategorii "ziemianie", a ilość roślin, które nam zaczynają kiełkować powoli przyprawia o zawrót głowy, kiedy pomyślę o tym, że ktoś to będzie musiał niedługo doglądać, pielić, chronić przed ślimakami, a potem zebrać plony i wreszcie zjeść.
Tak w skrócie wygląda to tak: trzy rodzaje sałaty rosną w zgrabnych rynnach, pomidory czekają na jeszcze cieplejsze dni na przesadzenie do gotowych już skrzynek, papryka rośnie pod folią w skrzynce, która do niedawna służyła jako szafka w Zuzki pokoju, a truskawki zostały posadzone w byłym łóżeczku dla lalek. Ilości i nazw ziół oraz pomniejszych roślin w doniczkach nie podejmuję się wymienić, może pokusi się o to Iwka. Ach, no i zapomniałbym o ziemniakach, które na razie leżą jeszcze w ziemi i z racji temperatury nie spieszą się do wyjścia na zewnątrz. A w planach jest jeszcze więcej ziół i fasolka, która czeka na konstrukcję, po której będzie mogła się wspinać.
W każdym razie powierzchnia rekreacyjna ogródka zmniejszyła się drastycznie kosztem powierzchni produkcyjnej, ale jak dobrze pójdzie w lato będziemy mogli leżąc na kocu zrywać jedną ręką pomidory, a drugą sałatę albo jakiś czosnek na zakąskę. O postępach pewnie będziemy informować. Jeśli jakieś będą :)

w trakcie przerwy od cięcia sekatorem Franek umilał nam czas bębnieniem na wszystkim dookoła

skrzynki czekają na pomidory, a pomidory czekają na ocieplenie

zabawa w czesanie trawy, czyli Zuzka sobie grabi
(w tle kucyk - odźwierny drzwi do komórki)

z poradnika młodego zielarza
 
dumna pani ogrodniczka oraz widok, z którego jest dumna
system wysiewu rynnowego
(proszę zwrócić uwagę na niezwykle finezyjne wykorzystanie srebrnej taśmy)
A jeśli ktoś się chciałby zapytać, dlaczego to wszystko musi być takie wymyślne w skrzynkach, rynnach i innych takich, to uprzedzę pytanie i odpowiem od razu. To wszystko przez ślimaki, które w Irlandii pełnią rolę szarańczy i zjadają wszystko co jadalne i zielone (a czasami i w innych kolorach). Dla przykładu rok temu w jedną noc obskoczyły trzy całkiem już wyrośnięte krzaczki dyni, które nieopatrznie wsadziliśmy po prostu w ziemię. W tym roku postanowiliśmy być wredni dla ślimaków i  utrudnić im dostęp do jedzenia.

Oczywiście tak ciężka praca w ogrodzie musiała zostać wynagrodzona. I każdy po obiedzie dostał nagrodę taką jaką chciał, czyli Iwka z Frankiem odpoczywali w domu a ja z Zuzką pospacerowaliśmy po parku.
słonecznie choć zimno, ale lepsze to niż zacinający deszcz czy sypiący śnieg

chłód chłodem, ale radość z wolnej huśtawki pozostaje niezmienna

A potem był już tylko kominek, gorąca herbata, dobranocka i ciepła pierzyna.

A dziś może obiecana plaża zostanie zaliczona. Zobaczy się jak domownicy wstaną.

PS. A co z tytułowym kaktusem? Otóż jest i on. W liczbie trzech kaktusów stoi na oknie w salonie i od miesiąca pięknie kwitnie. Jakby na złość temperaturom na zewnątrz i temu, że właśnie skończył się najzimniejszy marzec od ponad 70 lat.

wtorek, 2 kwietnia 2013

I po świętach

Ale czy na pewno po świętach? Wielkanoc minęła wyjątkowo spokojnie. Odpoczynek, jakieś gry z dziećmi, dużo czytania. Duchowo też odżyliśmy.
Ale teraz przed nami kilka dni wolnego, dzieci szkoły jeszcze nie mają, więc trzeba będzie liczne atrakcje im wymyślać. Pogoda zaczyna wyglądać na wiosenną, więc dziś pewnie zajęcia ogrodnicze się odbędą. Takie przyziemne (dosłownie), jak wysadzanie sałaty, szykowanie skrzynek na pomidory, cięcie gałęzi, wysypywanie ziemi i takie tam. Tylko muszę pamiętać, żeby piły nie włączać, bo ostatnio jej hałas wygonił wszystkich z ogródka i zostałem sam na sam z kawą. Nie to, żebym na kawę narzekał, bo synek zrobił całkiem zacną, ale milej mi było w towarzystwie rodzinnym.
A jak sytuacja w ogrodzie zostanie opanowana, może rodzinka będzie miała siłę na wycieczkę małą. Według Weather-Forecast.com ma być niezbyt ciepło, ale słonecznie, czyli pogoda wymarzona na godzinny spacer po plaży i potem dwugodzinne siedzenie przy herbacie i komuniku w pubie. Ewentualnie na odwrót, chociaż nie podejrzewam, by nasze wewnętrzne dziecko pozwoliło Iwce na dłuższe spacerowanie. Nie to, że nie lubi, ale swoje już waży i nie jest łatwe do noszenia.
No ale dużo tego noszenia nie zostało. Za 10 dni może dowiemy się jaką płeć ma dziecina, a jeśli nie wtedy to w maju czeka nas niespodzianka. Dzieci nasze duże chyba trochę nie mogą się już doczekać. Zresztą podobnie jak ich rodzice. Chociaż sam nie wiem do czego tak się spieszymy... czy do tych nieprzespanych nocy? czy może do ciągle zmienianych pieluch? czy do płaczu o dowolnej porze dnia i nocy? A może raczej do oglądania tego jak dziecko rośnie i niemal z dnia na dzień uczy się czegoś nowego? może do noszenia go w chuście i patrzenia jak ukołysane zasypia spokojnie? może do wspólnych spacerów z wózkiem? może do podziwiania starszych dzieci zajmujących się siostrą lub bratem?
Jeszcze parę chwil nam zostało. Chwil jednocześnie niecierpliwości i nabierania oddechu przed kolejnym wyzwaniem. Co z tego wyniknie, zobaczymy niedługo.

Pozostając w świątecznym nastroju:
Franek na harcerskiej warcie przy Grobie Pańskim w kościele Św. Patryka
(zaznaczam, że na zdjęciu nie widać dumy, która rozpierała rodziców)
Także świątecznie:
nasze "pisanki" abstrakcyjne
(pokazałbym zdjęcia naszego warsztatu pracy, ale  muszę dbać o estetykę bloga i samopoczucie osób o słabym sercu)