czwartek, 23 października 2014

A na scenie...

... wystąpiły dziś starsze dzieciny futrakowe zapewniając reszcie rodziny przednią zabawę przez bite półtorej godziny.
Warto było.
A napiszemy więcej jak emocje opadną, a siły wzrosną.

wkrótce "EXIT"

Zapraszam na zwiastun filmu o emigrantach.
Wkrótce premiera.




Kilkunastu osobom zadano sporo pytań.
Nam także.
I szczerze mówie ...nie było łatwo odpowiedzieć na niektóre.

Ilu nas tutaj tyle historii.
Czemu wyjechaliśmy z Polski?
Czy mamy plany powrotu?
Plusy dodatnie i ujemne emigracji.
Co z następnym pokoleniem, pokoleniem które tu się rodzi?
Czy czujemy się patriotami?


Film będzie dodatkiem do Gazety Polskiej.
Może ktoś chciałby wesprzeć realizatorów:

DANE DO PRZELEWU W POLSCE

FUNDACJA NIEZALEŻNE MEDIA
ul. Filtrowa 63/43
02-056 Warszawa
Bank : Pekao SA
Nr konta: 62 1240 1053 1111 0010 5517 7864
TYTUŁEM – "Film o  emigracji"

DANE DO PRZELEWU Z ZAGRANICY

FUNDACJA NIEZALEŻNE MEDIA
ul. Filtrowa 63/43
02-056 Warszawa
POLAND
Nr konta: PL 62 1240 1053 1111 0010 5517 7864
Swift code: PKOP PL PW
TYTUŁEM – "Film o  emigracji"
Dziekuję za uwagę.



środa, 22 października 2014

... Znów o Helence :)

Nie macie jeszcze przesytu najmłodszą?
Starszaki wystąpią w opisie za dni parę, po premierze swojej sztuki.
A dziś trochę jeszcze o Helce, przez jedną panią w przedszkolu HelGą nazwaną.

Trochę "około-przeszkolnych" tematów :)
Dla wytrwałych z obrazkami na koniec :)
Przedszkole - najbliższe naszej miejscówce, sprawdzone przy starszaczce Zuzce, która, rzec by można było, jest jego absolwentką. Przez te kilka lat panie się nie zmieniły, nadal sympatyczne i uśmiechnięte twarze, kilka nowych punktów wprowadzono - i jak dla nas oczywiście to plusy dodatnie.

Obostrzenia dotyczą przede wszystkim diety maluchów. Obecnie nosi się dla każdego dziecka jedzonko z domu. Nie, nie jest to problemem dla pań. Przedszkole jest  kameralne, małe grupy, każda pani z każdej z trzech grup zna każde dziecko z imienia. Pewnie w molochach i wielgachnych ośrodkach, byłby problem - czyje pićku jest czyje, czyj pojemniczek z lunczykiem jest czyj. Tutaj nie ma. Dla nas generalnie - ogromny plus, a nawet i dwa mi się wymieniły już :) Małe, kameralne grupki, jedzonko "od mamy" czyli bezglutenowo, warzywno-owocowo. Codziennie adnotacja, że Helenka zjadła wszystko. Co zjada? Dziś kromeczki chlebka z masłem, pół awokado, pomidor w ósemkę pokrojony (z własnej plantacji), ogórek zielony pokrojony w słupki. Same jej ulubione żarełko. Wczoraj miała ryż z duszonymi jabłkami, owoce. Zawsze herbatka i zazwyczaj drugie pudełeczko z pokrojonymi owocami. Dobra jest do jedzenia, jak i starszaki, co panie w przedszkolku bardzo cieszy.

Co je cieszy jeszcze? Że Helenka usypia sobie spokojnie po drugim śniadanku, odłożona do sali bocznej sypialnianej, wyciszonej. Bez bucików i skarpetek z domowym kocykiem - po prostu macha "papa" i uderza w kimę :) Ile śpi? Średnio godzinę. Mamy notatki, że spała 40 minut, a czasem budzą ja gdy mama odezwie się w domofonie, że przyszła odebrać dziecię :) Wtedy nawet nie zdążą zapisać, że spała 1,5 godziny :)

Tak, mamy notatki, ile zjadła, ile razy przewinięta i co było w środku pieluszki, i ile spała. Czasem też mamy notkę co robiła i czy jej sie podobało.
Dziś pierwszy raz będzie ... malować farbami. Gorsze ubranko miało być ubrane, bo nie zawsze plasticzane fartuszki noszone są zgodnie z instrukcją przez maluszki :)

Helenka adaptacyjne miała mooooże 3-4 dni, takie, że ociągała się z wejściem do salki, lub zajęczeć jej się zdarzyło wchodząc w bramę przedszkola. Po tych kilku dniach, dzielnie wchodziła i robiła "papa" i dawała buzi, i biegła do zabawek. Odbiera to miejsce jako bardzo bezpieczne dla siebie, co ważne : nie ma "ulubionej" pani, ani też osoby na której widok się wzdryga czy pręży.
Zazwyczaj ciężko jej z przedszkola wyjść do domu... :) Trzeba prosić, lub siłą na rękach wynosić... Gdyby była pierworodną pewnie kuło nas by serce, pewnie drapał kłaczek w gardle - że woli z kim innym i w towarzystwie "nie-rodziców-ukochanych" przebywać :)
Dla nas, jej zachowanie jest potwierdzeniem naszych obserwacji, że potrzebowała towarzystwa rówieśników, że przy starszym rodzeństwie i obserwacji Zuzki i Franka, pójście do żłobka w wieku 15 miesięcy nie było za wcześnie. Było idealnie :)

Opuściła cztery dni przedszkola. W poniedziałek zabraliśmy ją w podróż do Dublina, i po moim szkoleniu i związanym z tym czasem trzydniowej tęsknoty za mamą, została trzy dni w domu. Trochę osowiała wtedy była,spała więcej i bez apetytu. Nasza doktórka stwierdziła czerwone gardziołko, ale dzień po tym stwierdzeniu - apetyt wrócił i kondycja.

Chorowała nam trzy razy w życiu - dwa razy chodziło o kaszel i dostała antybiola. Zaraziła się raz ode mnie, mając nie całe trzy miesiące, i raz od taty, mając chyba miesięcy siedem. W lipcu miała ospę, dwa tygodnie w kropeczki, bez drapania i gorączki.

Trochę inne historia, niż te o których słucham "wrócił/-a do przedszkola, i po dwóch dniach znów w domu na antybiotyku"...

Helki nie widzieliśmy nigdy z katarem czy gorszym zielonym glutem... Nie mierzyliśmy jej nigdy gorączki, choć tata łapą swoją jedynie przy ostatniej gardłowej sprawie, sprawdził i stwierdził, że "ciepła". A jak wiecie, jak "ciepła" to organizm walczy SAM.
Przesypia całe noce odkąd przestałam karmić ją w nocy piersią. Nie latamy na zawołanie "monitorka" jak przy Zuzce co 30-40 minut, można zejść na dół z gwarancją, że jeśli tylko tłum nie tańcuje przy góralskiej muzyce - to nie obudzi się do rana. Do rana czyli 7.45 :) Rozsądnie, nie? A przecież myjemy ją i ona sama myje swe zębiska między 19,30-20.30. I Fajrant. Fajnie, nie?

Czemu powyższy akapit? Bo mamy na prawdę porównanie z odpornością starszych dzieci, a Helenki. Kłopoty zdrowotne Zuzki jak i Franka (jak i wszystkich dzieci jakie znam wokół) ciągnące się do tej pory np z uchem, czy nawrót rozstrojów żołądka przy powrocie do "ogólnie przyjętych na normalne standardów żywieniowych" a brak kłopotów Helki, świadczy chyba, że wybraliśmy dla niej zdrowszą drogę.

Tym tropem idą też inne dzieci, które znam osobiście, których to rodzice zdecydowali się NIE szczepić. Totalnie inne zachowania dotyczące snu, alergii, odporności, rozwoju. Helka jest dzieckiem NIE zaszczepionym. Zaznaczę : WOGÓLE.

Zuzka nie dostała już dawek przypominających (skoro szczepionki dają odporność, czemu "przypomina" się wszczepiając wirusy co kilka lat?)

Zbliża się sezon jesień-zima. Drugi taki sezon na upierdliwym "bezglutenie"...
A wiecie jak minął nam ostatni taki, i fakt, dość radykalny i obostrzony, rozpoczęty oczywiście "buntem" młodzieży na zmiany w kuchni?
Różnica była taka, że Zuzka nie miała ANI RAZU zapalenia ucha, ani żadnej infekcji, Franka NIE pamietamy chorego od ... wiosny 2013, kiedy postawiłam mu bańki.

Nadmienię ze smutkiem, że poprzednio Zuzka miała kłopoty z uszami co miesiąc, wyciek z ucha, wyciek kataru z nosa, kaszel, gorączki i ...antybiole.
brrr... 

Oczywiście tutaj szczepienia są "wysoce rekomendowane" ale nie obowiązkowe jak w krajach postkomunistycznych :(

I nie ma żadnych kłopotów przy odmowie, czy zapisaniu do przedszkola. Nikt też nie pozywa do sanepidu i sądu, nie starszy zabraniem dzieci. Tutaj decydują rodzice.





Gdyby ktoś z Irlandii chciał pogadać na tematy doświadczeń NIEszczepiennych, zapraszam : iwaslim@gmail.com


niedziela, 19 października 2014

Okulary

Helka wkroczyła zdecydowanie w fazę naśladowania, szczególnie Zuzki. A czasami zdarzy się jej i tatę małpować. Na przykład próbując nosić okulary. I wcale się nie zraża tym, że okulary ma za duże, że jej się na nosie nijak nie trzymają. A już najmniej zraża się tym, że wszyscy się śmieją jak próbuje owe okulary zdjęte tacie z nosa na swój mały nosek wsadzić. A mam nieodparte wrażenie, że im bardziej się śmiejemy, tym bardziej ona "nie umie" ich założyć. I takie kwiatki z tego czasem wychodzą.

Wagary z ...mamą.








Trudno ... przyznaje.
Słońce, piątek i ... mama słabowita. Odebrałam wtedy wszystkie dzieciaki. Na raz, wcześniej. Żeby nie musieć wsiadac i wysiadać z Helka w te i we wte. I żeby bylo fair, synkowi też się należał oddech od gmachu szkoły.

"Fajne z tobą wagary mamo"...
Ja też miałam wtedy wagary. W domu bowiem panował yyy ... nieład...

I bywa. Odrodna jestem córka. Jak słucham mojej mamy, która prasuje, wietrzy kołdry, zmienia dywany, szoruje łazienki, myje okna i musowo wtedy zmienia firanki... A, i jeszcze chodniki: trzepanie, szczotkowanie. Taka chodnikowa obsesja :) Od sluchania jestem zmęczona i wyobrażam sobie jak zmęczona musi być potem Ona. U-ła...

Ba! Ja umiem tego nie robić. Ja nawet wyobrażam sobie tego "nierobienie"!

Owszem ... Jak blogo usiąść w ogarnietym wnetrzu...
Ale jaka frustracja jak za ten kwadrans ... przyjdzie walec jeden czy drugi czy trzeci i ... wyrówna :)
ot, kto ma pszczoły ten ma miód.
kto ma dzieci ma ... artystyczny nieład.




sobota, 18 października 2014

poanemiczne syndromy i inne androny


Jeszcze dwa dni temu starsza czekała zawsze pod domem.

No tak, ale wtedy nie padało, nie wiało a o jesieni świadczyły jedynie kolory drzew a nie temperatury...

17 to czas gdy obiad już pachnie wyraziście, Helka szykuje talerze i znak że Tata blisko blisko...

Wczoraj były bliskie płaczu, bo wiało mocno a deszcz zacinał ostro, i ...martwiły się, jęczały jak ten Tata do domu wróci...

Oczywiście prym wiodła starsza, a młodsza jak w lusterko wpatrzona wtórowała.

Tata dotarł, w grubym sztormiaku i wiatr go nie porwał. Po kwadransie zasiedlismy do stołu ... I jak zawsze każdy opowiadał swoją z dnia historię.

A ja pierwszy raz od kilku tygodni mogłam pochwalić się "coś-tam-zrobieniem" i planowymi i spontanicznymi akcjami ranka i południa i nawet popołudnia ! ha! Odzyskała rodzina aktywną mamę, a ja czuję się już jak we własnej skórze, czyli komfortowo i swojsko.

Anemiczne tygodnie za mną!
Dziś drugi dzień formy, poczekam jeszcze ze dwa i ...  coś poprzestawiam albo pomaluje :)

Jak to się zwie?
syndrom wicia gniazda?

sobota, 4 października 2014

czwartek, 2 października 2014

Ustabilizowanie. Chwilowe :)

Wczoraj do tygodniowego rozkładu doszło spotkanie Zuchów. Także, już mamy plan tygodniowy rodzinny ustawiony. Jak to wygląda z perspektywy "mamy która SIEDZI w domu"? :)

Rano budzi nas mąż i tata, a z dołu cyka nastawiona na 10 minut owsianka dla całej ekipy. Spokojna głowa, jak się ugotuje - termomix uroczo nas o tym powiadamia. To koło ósmej jest,  przy czym tata już od dwóch godzin pisarczykuje w ciszy poranka. Tłumaczenia, artykuły, zaległe maile, czas na czytanie.

Ekipa starszaków plus mama ogarnia się chyba nawet sprawnie na pięterku, bo schodzimy ubrani na owsiankę. Wzięta pod pachę chwilę wcześniej przez tatę Helka,  wita nas ubrana i szykująca talerze i łyżki  :)

Śniadaniujemy razem. Opowieści co się komu śniło, jakie plany, o czym nie zapomnieć, i takie tam pogaduchy. Zazwyczaj mama potem w cztery pojemniczki szykuje jedzonko na wynos dla wszystkich. Krojenie i obieranie owoców, naleśniczek, placuszek ..ryż z jabłkami, pizza, czasem chlebek lub bułeczka z masłem (bezglutennie). Franek czasem robi tuning kanapki, coś doda, on też nie ma owoców rozkawałkowanych i pokrojonych. Z tatą nie ma kłopotu, on w kantynie w pracy może sobie odgrzewać dania. Zabiera więc frykasy z poprzedniego obiadu, spagetti, ryżotta, kaszotta, ziemniaki z warzywami, czasem smażoną rybę,  curry, czasem sałaty z tuńczykiem, naleśniki. Czasem ma lunch taki jak i dzieci, czyli plackowy :)

Franek wymyka się do szkoły sam. Dziewczynki idą lub jadą razem. Zuzka ma na 8.50, Helka na 9.00. Nie ukrywam, że częściej zawozi je tata i jak to tata woli na nogach i w wózku. W każdym razie częściej on sam niż ja sama, choć lubimy i pojechać wszyscy. To także zależy od dnia tygodnia i planów. Jak się zorientowaliście weekend nam przypada w poniedziałek i wtorek, tata ma przeważnie wtedy wolne.

Poniedziałek planujemy małżeńsko-randkowo, organizujemy bliższe lub dalsze spotkania różnego stopnia, ale razem przynajmniej do momentu odbioru pierwszego berbecia czyli Helki, kończącej o 13. Potem ja zmykam na dwie godziny z maszyną do szycia i z aktualnym projektem krawieckim na kurs szycia. Wracam jak już obiad jest na stole. Ostatnio nie wybrałam się na kurs, więc pichciłam ja. Ale tak to wymyślone zostało, ze poniedziałkowo mąż wymyśla obiad :) Popołudnie jest na luzie.

Wtorek jest dniem kiedy mama zawozi dziewczynki do przybytków. I zaraz potem pojawiam się na kursie drugim. Wyżywam się artystycznie. Kurs się dopiero zaczął, i jestem bardzo nim zachwycona.
Nauczę się paru fajnych rzeczy. Aktualnie rysujemy sobie, ale popełniłam już swój pierwszy batik. I w tajemnicy powiem, że będzie to moje nowe hobby :)
Zawracam po kursie do domu już na pokładzie z Helenką. Zuzka kończy 14.30, musi coś zjeść i jedzie na zajęcia teatralne "Mamo, do mojej drugiej szkoły!". Szkołą jest zachwycona! taniec, drama, śpiew i rytmika, ćwiczenia! Profesjonalnie i na poziomie. Ona kończy, do tej samej szkoły, acz grupy starszej przywożony jest Pierworodny. Ten też jest pod wrażeniem. Robią super rzeczy skoro Franek leci tam jak na skrzydłach, i nie może się doczekać wtorków.

Środa to tylko spotkanie Zuchów - Bajkowego Wozu. 16,30-18.00.
Czwartek i piątek w miarę luz, choć już zbliża się sobotnia polska szkoła i trzeba się wziąć za lekcje. I ja też, muszę przygotować lekcje religii dla klas pierwszych i drugich.

Plan tygodniowy runął by gdyby nie pomoc sąsiadki, która przychodzi w sobotę pobawić się z Helenką, jak jestem w szkole te 3 godzinki. Wracam już z Frankiem i Zuzką przez 14.

A tenże tydzień, lżejszy też jest o tyle, że Zuzka odbierana jest przez tatę koleżanek i podjeżdza po królewsku pod dom. Ja wracam z Helenką wcześniej i już mam już zielone światło dla kolejnej drzemki Helenki, czy też odpoczynku lub zajęć kuchenno-hobbistycznych. Nie muszę rwać na kolejną godzinę z powrotem do miasta.

Za pomoc BARDZO dziękuję!

Niedziela? Owsianka i wychodzimy na Mszę. Sklep taty otwierają dopiero o 12.00 więc w kościele jesteśmy razem, jak i można potem w domu filiżankę kawy się napić. Niedziele ostatnio tata nam funduje rozbestwione. Czyli jedziemy gdzieś po jego pracy. Spożyć mniejsze lub większe porcje. Mama ma fajrant. Kuchnia zamknięta. No...może niezupełnie, wszak trzeba wymyślić coś na poniedziałkowe lanczyki :)

Wiecie, te tygodnie nie są takie same. I nie wiem jak to się dzieje, ze zlatują tak szybko. Mgnie oko i już kolejny tydzień...

***
Kolejność zwariowana, ale w komórce nie umiem poprzesuwac :)


Pokój izolatka pułapka dla dzieci w jednej z restauracji. Polecam pokój i spokój. Restauracja droga i małe porcje choć cudne widoki z tzw "ogródka". Raczej przystanek na  kawe i frytki.  Strand Inn, Dunmore East


Mój pierwszy batik. Uzbieram na farbki, będę tworzyć. Niesamowicie mi się to bowiem podoba :)


Przystanek kolacyjny hebrata-kawa-frytki.  Saratoga w Woodstown.


Futraki Seniory :) Pełni i w pełni Życia :)


Hasło "ama ama" i pomocnik w gotowości. Talerze nosi z szafki na stół. Nadzór potrzebny bo talerze ciężkie. Ale jaka radość i brawa! 

A poniżej jakies szkice. Powoli wracam do formy.