niedziela, 27 września 2015

Ba bo bu a!

Nie, to nie tajny szyfr mający wywołać wilka z lasu. Tytuł to mniej więcej cały słownik naszej niespełna 10-miesiecznej pociechy zwanej potocznie Dośką.
Od pewnego czasu ma w zwyczaju wskazywać na dowolną rzec lub osobę i wybierać losowo sylabę ze swojego jeszcze niezbyt bogatego zasobu słowotwórczego.
Pozostałe dzieci zasoby owe mają znacznie szersze, co wcale nie znaczy że łatwiej się z nimi dogadać. Ot taki paradoks.

środa, 23 września 2015

Dziewiąte urodziny

Chciałbym tylko zaznaczyć, że wczoraj obchodziliśmy zupełnie nieokrągłe urodziny Futraków na Irlandzkiej Ziemi. Już dziewiąte.
22 września w godzinach popołudniowych z czterema walizkami, Frankiem u boku i Zuzką w brzuchu wylądowaliśmy w Cork i rozpoczęliśmy naszą imigracyjną przygodę. Zaprowadziła nas w zupełnie nieoczekiwane miejsca i ku zupełnie nieoczekiwanym ludziom. I nadal dobrze nam z tym.

sobota, 19 września 2015

Na zachód

Wybraliśmy się na zachód słońca do parku naszego pobliskiego, żeby dzieciny lekko przed snem zmęczyć. Okazuje się, że skutecznie, bo jedna już śpi, druga spać będzie wkrótce, a trzecia zaraz potem. A wtedy rodzice.... hmmm... o tym innym razem.
A gdyby ktoś pytał co z największą dzieciną, otóż spieszę donieść, że bawi się na wędrowniczym złazie, czyli łazi po górach ze swoją drużyną.
A my tymczasem męczymy dzieci młodsze o tak:

czwartek, 10 września 2015

Śmichy - chichy

Kampania wrześniowa jak i pewnie u Was, czyli trwają ekspedycje latorośli do szkół wszelakich, powroty maluchów do przedszkoli. W tym roku przeważać będzie u nas brać szkolna, gdyż Mama-sFutraczała także została żaczkiem. Żaczkiem co będzie się cieszył własnym kubraczkiem. Bo dosłownie szyć się nauczy. Wracam do pomysłu sprzed lat wielu. Kiedyś miałam chrapkę na zostanie krawcową. Odwiedzając technikum odzieżowe na Wiśniowej (Stolica), marzyły mi się wymyślne zwariowane ciuchy. No i co? Rodzice mi odkręcili pomysł z głowy...Po prostu chodziłam do ogólniaka :(  Ale jak się okazuje nawet i 25 lat można sobie do szkoły wrócić i zostać...no właśnie. 

Te śmichy-chichy, to mężowe są. Podśmiechuje się ze mnie, że już dla złośliwców i plotkarzy nazwana "królową" już byłąm, dla innych złośliwców nawet "papieżem", teraz czas na dyktaturę! HA! Będę dyktatorem ... mody! Ogłaszam wszem i wobec.

Teraz przydałoby się coś serio. Zaczynam studium. Będę projektować ciuchy. Dla siebie, dla córek. I będę robić to lepiej niż dotychczas, bo teraz to samozwańcze i szalone są popełniane projekty, bo nic nie umiem, nie rozumiem opisów z Burdy, bazuję na tutorialach i filmikach. Ale prawda jest taka, że lubię. Lubię tkaniny i lubię wymyślać coś co się przydaje na tyłku i grzbiecie. Dotychczas miałam czas na mniejsze rzeczy, ot, dziergnąć czapkę w jeden wieczór, czy sukieneczkę w trzy. 

A jak to się będzie działo organizacyjnie?
Tata nas utrzymuje i jest prze-dzielnym i bohaterskim pracusiem pełnoetatowym. Pierworodny jak tylko może to chodzi własnymi ścieżkami, samodzielna i samobieżna jednostka. Zmiana najstarszej córce szkoły na bliższą, także uczyniła ją samobieżną, i dodatkowo umundurowaną i siedzącą w żeńskim gronie. Helenka wróciła po wakacjach do średniaków w swoim przedszkolku. Stęskniona bardzo rówieśniczego grona, objęta została programem całoetatowego przedszkola w ramach "mama poszła do szkoły".  A najmłodsza nasza zarezerwowała sobie miejsce w młodszej grupie przedszkolka. Jak tylko zda egzamin z ...chodzenia. DO tego czasu będzie spędzać czas z ciocią. Ciocią prawdziwą. Krewną stuprocentową. Skąd wzięła się prawdziwa rodzina w tych stronach? 

Najpierw przyjechał tu wujek. Wujek zamieszkał w kąciku naszego niespokojnego i niecichego domostwa. Wujek miał rozpocząć nowy start zaczynając od pracy, która to z nim miałą kłopoty w kRaju.  Praca znalazłą wujka, i kiedy gniazdko zostało uwite, dojechały jego Lejdis, czyli ciocia i córki, czyli kuzynki. Na chwilę obecną i praca jest i widoki łądne. Kuzynki są w szkole z Zuzką, a Ciocia bedzie doglądać malucha naszego i adaptować się w nowym miejscu, oddychać spokojnie po życiu zawodowym w polskiej służbie zdrowia.

To tak wygląda plan :)
Plan - grafik całego domu powstanie za tydzień, po pierwszym tygodniu w szkołach (ja zaczynam pierwszy tydzień 11 .09) . 
Mam w tym planie specjalny jakiś moment i czas na publikację na naszym blogu. Więc, tak, będę pisać :P Trudno. Przeżyjecie :)
I dziękuję za prywatne wiadomości, bo nawet kilka osób z Was pytało ...czy żyję, czemu nie piszę. 

Wrześniowe buziaki :)

niedziela, 6 września 2015

9 i 3

Żeby utrzymać konwencję liczbową...

Nazywam się Dorotka, wszyscy mówią na mnie Dosia i właśnie dziś kończę 9 miesięcy i 3 dni. I nie lubię okrągłych rocznic... chociaż sama jestem nieco okrągła :)

3/4

Jak tytuł wskazuje, na poniższym zdjęciu widzimy 3/4 dzieci znajdujących się na stanie rodziny Futraków. Jedno z nich powoli aspiruje do pozbycia się miana dziecka i przejścia do stanu dorosłego, inne z kolei nie może doczekać się osiągnięcia stanu nastolatkowego, a trzecie aspiracje ma bardzo doraźne i najczęściej zawierają się w słowach "ama ama", "buju buju", "lulu" czyli po naszemu "jeść mi dajcie", "idziemy na plac zabaw "," chcę lody".
Czwarta, nieobecna na obrazku, pociecha na razie głównie pragnie stać na własnych nogach, chociaż wychodzi jej to średnio.