wtorek, 23 sierpnia 2016

Rączki trzy

Dobrze, że nie ma trzech rąk, bo pewnie też by zajął komórką :)

No bo jedna do dzwonienia, druga do kontaktów wirtualnych... dla trzeciej też pewnie znalazłby zastosowanie.

Placyk

Zapakowaliśmy nasze pociechy, dołożyliśmy kolegę Zuzki i pełnym samochodem (pełnym ludzi i śmiechu) pojechaliśmy na jeden z ulubionych placów zabaw, ten w Passage East.
Chciałem zrobić dzieciakom parę zdjęć, ale rozbawione umykały zbyt szybko. Dopiero chwila popasu w postaci ciastek zatrzymała cała czwórkę na dłużej niż 5 sekund.
Potem było już tylko szaleństwo, najpierw na placu zabaw, a potem jeszcze nad rzeką, która została obrzucona kamieniami w ilości nieprzyzwoitej. Chcąc uniknąć całkowitego zablokowania rzeki (bądź co bądź, ważnego szlaku żeglugowego) stosem kamieni czym prędzej zgarnęliśmy naszą gromadę i zapakowaliśmy do samochodu, by po powrocie do domu być świadkami tego jak świeże powietrze dobrze działa na tempo zasypiania.
Polecamy.

PS. Gdyby ktoś był ciekaw, dlaczego Franek nie zajada na zdjęciu ciastek, spieszę z wyjaśnieniem - po pierwsze, unika cukru i słodyczy, po drugie, właśnie łapał Pokemony.

piątek, 19 sierpnia 2016

Rozmowa nad obrazkiem

Helka: Tata, see. (pl. Tato, zobacz)
Ja: Oooo! A kto to?
Helka: Tata!
Ja: Jaki ładny....
Iwka (wchodząc do salonu): Ooo... To mama?
Helka: Nieeeee.... Tata!
Ja: No przecież mówiła, że tata. A gdzie ma brodę?
Helka (patrząc na obrazek): Broda?
Ja: Gdzie taty broda?
Helka: OK.

I w ten sposób powstał ten oto obrazek, a postać na obrazku (tata, oczywiście) zyskała długą czarną brodę.

Dziękuję za uwagę.

wtorek, 16 sierpnia 2016

Odrobina Hollywood

Gdzieś w dalekim, wielkim świecie na firmamencie sławy świecą słynne gwiazdy. A tymczasem my w naszym małym futraczym światku mamy swoje własne gwiazdy.
Poniżej jedna z nich: panna Dorota.

piątek, 12 sierpnia 2016

Birr

Byliśmy na krótkich wakacjach w Birr. Całą rodziną. I przeżyliśmy.
Franek wrócił z Polski, a jak odpoczął zabraliśmy małe conieco i ruszyliśmy na wyprawę, po drodze (w sumie niekoniecznie po drodze, ale mniejsza z tym) odebraliśmy paszporty w konsulacie, i popołudniem zameldowaliśmy się w Birr.
I odpoczywaliśmy, zwiedziliśmy, trochę się byczyliśmy, pływaliśmy w basenie, piliśmy kawę, herbatę a wieczorem coś mocniejszego. Poza tym cieszyliśmy się z tego, że dzieciom się podoba, bawiliśmy się razem w mniejszych i większych grupach. Było pięknie.

Zdjęć więcej obiecuję, jak wrócę z ważnej wyprawy.