środa, 16 sierpnia 2017

Wysoka zmienność

Jeszcze nie tak dawno temu, dokładnie wczoraj, smażyliśmy się na plaży, a dziś można co najwyżej rozpalić kominek i zawinąć się w ciepły koc z równie ciepłą herbatą w jednym, a książką w drugim ręku.
No dobra, z tym smażeniem to mała przesada była. Wczoraj faktycznie byliśmy na plaży, dzieci nawet zamoczyły nogi, można było poleżeć i pocieszyć się aurą. Jak się dziś okazuje, mogła to być ostatnia szansa na letnie słońce, bo dziś od rana leje, pada i siąpi na zmianę. Do tego jeszcze trochę wieje, czyli generalnie jest uroczo. Uroczo dla kaczek, jak to mówią tubylcy.
Ale po co ja tu właściwie rozważam te pogodowe zagadnienia? W zasadzie to tylko po to, żeby mieć pretekst do wrzucenia zdjęcia z wczoraj. Z tego wczoraj, kiedy jeszcze słońce grzało i nie było strach wyjść na dwór.
A oto i zdjęcie.


I to by było na tyle dziś. Dziękuję za uwagę :)

piątek, 11 sierpnia 2017

Dzyń, Dzyń

Jadę sobie do kolegi na weekend, przede mną jeszcze ze dwie godziny w autobusie, więc dlaczego by nie napisać paru słów. No dlaczegóż by nie, prawda?
Nie tak dawno jak wczoraj, kiedy żona moja szanowna ciężko pracowała w teatrze przymierzając peruki (kto ma Facebooka, może skutki podziwiać tamże), ja zabrałem dzieci do parku, na plac zabaw konkretnie.
I na tym placu zabaw doszło do akcji właściwej.

Dośka wspina się na zjeżdżalnię. Właściwie to grzecznie wchodzi po schodkach, ale "wspina się" brzmi dramatyczniej. Nagle w oddali odzywają się dzwony kościoła St. John's. Dośka zatrzymuje się w połowie wspinaczki, rozgląda się i pyta:
- Tato, co to?
- Ale co? To dzyń, dzyń?
- Tak. Co to jest? Dzyndzyn?
- To dzwon w kościele. Tam gdzie chodzimy na mszę.
- W kościele? Emil? (dla niezorientowanych - ks. Emil to polski ksiądz w Waterford)
- Tak, w kościele, tam gdzie ksiądz Emil.
- Oooo! Idziemy? Teraz?
- Nie, dziś nie idziemy do kościoła.
Tutaj Dosia wywija usta w podkówkę i mówi:
- Uuuu.... A ja lubię.
I tak skończywszy konwersację kontynuuje wspinaczkę na zjeżdżalnię.

Kiedy wieczorem przy piwie w pubie powtórzyłem rozmowę tę żonie, ona tylko stwierdziła: "Kochana. Może zakonnicą zostanie."
Któż to wie. Może.

A tymczasem wracam do książki i podróży do kolegi. Bo przecież podróże kształcą.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Historia jednego zdjęcia

Siedzi sobie człowiek spokojnie po obiedzie, czyta książkę, relaks w pełni, gdy nagle z góry zbiega zaoferowana córka i z podniecenia niemal tracąc oddech woła:
"Tato, tato....! Zdjęcie....! Szybko! Dosia! Pokój twój... Tam, na górze! Szybko! Zdjęcie!"
No więc co człowiek ma robić? Wyciąga telefon, upewnia się, że starsza siostra jest na górze, i daje córce komórkę przykazując, żeby zrobiła ładne zdjęcie i pokazała tacie.
Córka szybko łapie telefon, biegnie na górę i krzyczy:
" Zuja, Zuja! Mam telefon! Będzie zdjęcie!"

Po 15 minutach odbieram telefon i znajduje na nim takie oto zdjęcie.


Koniec historii.